sobota, 18 października 2014

SIÓDMY

Przed każdym pocałunkiem muszę powtarzać
sobie w myślach ' tylko nie zapomnij o oddychaniu'
- Nie pozwolę cię nigdy skrzywdzić, Lila
Obiecał mi to i dotrzymuje słowa. Cały czas pokazuje mi jak prawdziwe jest jego uczucie. Nigdy nie miałam wielkich wymagań, potrzebowałam jedynie czuć, że mam kogoś. Przyjaciela. Tego jednego najlepszego przyjaciela, który już nigdy mnie nie opuści. 

~~*~~
- Emm... Głupia sprawa... moi rodzice chcą cię poznać
- Dlaczego głupia? W końcu jesteśmy razem już pół roku, ludzie w naszym wieku biorą ślub! - zaśmiał się.
Mój uśmiech ukazał mu jaka jestem szczęśliwa z jego obecności. 
- Mam nadzieję, że spodoba ci się moja rodzina.
- Nie ma opcji, żeby nie- mocno przycisnął mnie do swojego torsu- mam coś dla ciebie, wiesz? - uśmiechnął się i wyciągnął z kieszeni pudełeczko- otwórz- zachęcił.
Podniosłam rękę i zrobiłam o co poprosił. Moim oczom ukazała się najpiękniejsza bransoletka jaką mogłam sobie wymarzyć, nie ze względu materialnego, ale poprzez piękny napis ' Do końca życia będę cię kochał'

 ~~*~~
Czasami mam wrażanie, że miłość jest piątą porą roku, trzynastym miesiącem, 25 godziną i 61 sekundą naszego życia. Ona nie mówi wiele, ona działa. 
Od zawsze szukałam kogoś, kto będzie w stanie przy kolegach pocałować mnie i powiedzieć ' to jest ta, którą niesamowicie kocham'. Jestem szczęśliwa, że dałam nam szansę. Nie dopuściłam do największego błędu mojego życia i jestem przekonana, że K O C H A M    GO!!!
~~*~~
Na lotnisku w Brukseli ;)
Wzięłam chłopaka za rękę i weszłam do rezydencji rodziców. 
- Witaj mamo!- uściskałam rodzcielkę- to właśnie jest mój chłopak.
- Dzień dobry- ucałował jej rękę. 
- Gdzie tata?- zapytałam, lecz mama pokręciła głową- Amadeusz? Maria? Letycja? Luiza? Joachim? 
- Są tylko Maria Laura i Joachim- powiedziała z uśmiechem.
Pociągnęłam Cesca za rękę, już po chwili przechodziliśmy przez urządzony w bordach hol opatrzony gdzieniegdzie obrazami. Na stolikach stały świeczniki. Jedna ze świeczek paliła się, z kuchni można było wyczuć świeżą miętę  a w oknach tkwiły najróżniejsze kwiaty. W moim pokoju nic się nie zmieniło. Nadal był urządzony w odcieniach beżu i czerni.W rogu stało dwuosobowe łóżko, po obu bokach którego znajdowały się stoliki nocne. Pod oknem stał się mój ulubiony fotel, a duży parapet, na którym często siadywałam przykryty był beżowym kocem, na którym leżała czarna poduszka. Wielka plazma znajdowała się ponad fotelem w przeciwległym rogu pokoju. Obok stał stół a dalej kolejny fotel. Komoda była prawie cała czarna, wyróżnić można było tylko szczerozłote detale. Moje ubrania znajdowały się w garderobie połączonej z pokojem dziennym drzwiami, było tam pełno wieszaków, jednak znalazło się też miejsce na kominek i dwie małe sofy stojące przy stoliku. Leonardo postawił moje walizki a służąca zaczęła je rozpakowywać. Więc stwierdziłam, że możemy się ulotnić. Ubraliśmy się w bluzy i zadowoleni wyszliśmy do ogrodów. 
- Macie tu labirynt? - zapytał znienacka Cesc.
- Niestety nie- zaśmiałam się- ale po co nam labirynt, skoro mamy siebie.
Z ukochanym w najpiękniejszym miejscu na ziemi  <3 ;)


____________________________
Autor: Nikaaaa
13&17


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz